- Esperanzo, chodź na śniadanie - mówi Clara wchodząc do mojego pokoju.- Już idę - zapewniam ją.
- Coś się stało? Nie wyglądasz najlepiej.
- Nie, wszystko w porządku - kłamię. - Zaraz do was przyjdę. Muszę iść jeszcze do łazienki.
- Co ci jest? - pyta siadając obok. - Przecież wiesz, że mnie możesz powiedzieć wszystko.
- Źle się czuję. To wszystko.
- W takim razie zostań dzisiaj w łóżku. Przyniosę ci ciepłej herbaty, a na obiad ugotuję rosół, który cię rozgrzeje i postawi na nogi.
- Nie mogę. Muszę pojawić się dzisiaj na występie. Nie chcę zawieźć sióstr.
- Myślę, że zrozumieją.
- Tak, ale... Mam wrażenie, że to, czy przejdziemy dalej zależy ode mnie. I nie mówię tego, tylko dlatego, że chcę się przechwalać tym, jak wybitny jest mój głos. Po prostu czuję, że nasz dalszy los w konkursie spoczywa w moich rękach.
- Doskonale cię rozumiem... - oznajmia. - Naszykuję ci jakieś lekarstwa. Weź je jak zjesz śniadanie - mówi wstając. - Tylko się pośpiesz. Niedługo wyjeżdżamy.
- Oczywiście, zaraz będę.
Po wyjściu siostry, podnoszę się z łóżka i idę do łazienki. Staję przed lustrem i przeglądam się w nim przez chwilę. Jak ja wyglądam... Oczy mam całe zaczerwienione i spuchnięte... No i na dodatek nie mogę nic z tym zrobić. Wzdycham i przemywam twarz wodą.
- Dobra Julia, weź się w garść. Dasz radę. Powalisz dzisiaj wszystkich - mówię do siebie i ruszam do kuchni.
Nagle moja pewność siebie znika, gdy tylko pojawiam się w pomieszczeniu, gdzie przebywają wszystkie pozostałe zakonnice. Jest tam głośno, a od ich rozmów głowa boli mnie jeszcze bardziej.
- O, zobaczcie kto przyszedł - słyszę Genovevę. - Nowicjuszka, która chyba jeszcze nigdy nie pojawiła się gdziekolwiek punktualnie.
Gdybym tylko czuła się zdrowa odezwałabym się do niej i zaczęła z nią kłócić, ale że nie miałam na to w ogóle siły zdecydowałam, że lepiej będzie udawać, że tego nie słyszę. Usiadłam na swoim miejscu i sięgam po kawałek chleba, który zjadam z pomidorem i popijam herbatą. Nie mam ochoty na nic więcej. Wcale nie mam apetytu. Jem to tylko dlatego, że nie mogę wziąć tabletek na pusty żołądek.
- Dzień dobry siostry, jak się macie? - do kuchni wchodzi ojciec Tomás. - Możemy już wyjeżdżać?
Wszystkie zrywają się z miejsc i zaczynają opuszczać klasztor. Jedynie ja siedzę na swoim miejscu i biorę lekarstwo, jedno za drugim, powoli je przełykając.
- Nie idziesz? - pyta podchodząc do mnie.
- Tak, już.
- Źle się czujesz? - dopytuje.
- Odrobinę, ale niech się ksiądz nie martwi. Dam sobie radę i doprowadzę nasz chór do finału.
- Wiesz, że zdrowie jest najważniejsze? Jeśli naprawdę nie czujesz się dobrze, zostań. Zastąpi cię siostra Carmela.
- Nie mogę. Wiem, że one wszystkie, no może większość z nich, na mnie liczy. Nie chcę ich zawieść - mówię. - Po za tym, jeszcze nie straciłam głosu i mogę śpiewać, więc nie jest aż tak tragicznie.
- Skoro tak uważasz.
- Chodźmy, bo nie chcę, żebyśmy się przeze mnie spóźnili - proszę opuszczając pomieszczenie.
- Poczekaj... - łapie mnie za rękę. - Chciałbym wiedzieć, jak jest pomiędzy nami.
- A jak ksiądz myśli?
- To nie jest w tej chwili ważne.
- W takim razie, tak samo wygląda nasza relacja. Nie jest w tej chwili ważna - rzucam. - Naprawdę nie chcę się spóźnić - oznajmiam i wychodzę z klasztoru.
Wchodzę do samochodu i zajmuję jedno z dwóch wolnych miejsc. Świetnie, jak się okazuje drugie z nich jest tuż obok tego na którym siedzę. Czyli będę musiała całą drogę przesiedzieć obok Tomasa, a jakoś nie mam na to ochoty.
- Diana, zamienisz się miejscami? - pytam, gdy do środka wchodzi ksiądz.
- Dlaczego?
- Chciałabym siedzieć z przodu. Jakoś tak jest mi niedobrze i naprawdę czuję, że powinnam siedzieć jak najbliżej wyjścia.
- No dobrze - odpowiada, a ja przesiadam się tam, gdzie wcześniej siedziała ona.
Przechodząc dyskretnie zerkam na Tomasa, który, nie okazuje żadnych emocji. Zupełnie nie wiem jak on to robi. Po każdym w jakimś stopniu da się odczytać co w danej chwili czuje. Jednak on potrafi zrobić taką minę, że nie umiem.
- Może skoro Esperanza nie ma siły, to ja ją zastąpię? - proponuje Carmela. - Nie chcemy przecież, żeby poczuła się jeszcze gorzej.
- Esperanza zaśpiewa - odpowiada za mnie ksiądz.
Nie mam ochoty wtrącać się w ich dyskusję. Zerkam za okno i zamyślam się. Przecież mu nadal zależy, a naprawdę nie powinno. Ale skoro żałuje, dlaczego nie mogłabym mu wybaczyć? Bo tak szczerze, to ja też wolałabym, żeby pomiędzy nami było tak jak dawniej...
- Teraz czas na występ Zakonu Santa Rosa. Zapraszamy na scenę!
Wychodzimy gęsiego, z czego ja idę na samym końcu. Podchodzę do mikrofonu, który został naszykowany specjalnie dla mnie. Muzyka zaczyna lecieć, zaczynamy śpiewać refren.
| La esperanza se renueva En el corazón Las nuevas primaveras Que quiere el Señor Iluminanos, iluminanos Gloria, gloria, gloria | Nadzieja się odradza W sercach Nowe wiosny Tak jak chce Pan Oświecaj nas, oświecaj nas Gloria, gloria, gloria... |
Odsuwam się od mikrofonu i szybkim krokiem schodzę ze sceny prosto na kulisy. Z chęcią bym zobaczyła, jak sobie z tym poradzą, ale lepiej nie. Wybiegam wyjściem ewakuacyjnym na dwór. Znajduję się na tyłach teatru. Raczej nikt mnie tutaj nie znajdzie. Dobrze, bo nie mam ochoty się z tego tłumaczyć. Chociaż pewnie i tak będę musiała to zrobić. Siadam na schodach i chowam twarz w dłonie.
- Esperanzo, co się stało? - słyszę nagle.
Zerkam na drzwi. Stoi w nich ojciec Tomás i tak jakoś... cieszę się z tego powodu.- Straciłam głos... - szepczę.
Tomás siada obok mnie i patrzy na mnie z żalem.
- Przeze mnie nie przejdziemy dalej... - dodaję.
- Nie mów tak - prosi. - Wszyscy wiedzieli, że się źle czujesz i raczej nie będą mieli ci tego za złe.
- Widocznie nie zna ksiądz Genovevy... Do końca życia będzie mi truła, że popsułam nam występ.
- Jeśli chcesz, porozmawiam z nią. Poproszę, żeby dała ci spokój...
- Nie, wtedy będzie jeszcze gorzej... - mruczę.
- Naprawdę się tym nie przejmuj, nie warto - zapewnia mnie. - Porozmawiam z jury, może dadzą wam drugą szansę.
- Tak? To byłoby wspaniałe.
- Obiecuję, że zaraz pójdę i poproszę ich o to, ale nie obiecuję, że się zgodzą. Zrobię wszystko co w mojej mocy.
- Dziękuję - uśmiecham się do niego.
Obejmuje mnie ramieniem i przytula do siebie. Robi się tak, jak po staremu. Zanim wyjechał i poprosił, abyśmy się od siebie oddalili...
- Wie ksiądz co? Chciałabym, żeby było tak jak kiedyś - mówię ochrypłym głosem.
- To znaczy? - pyta odsuwając się ode mnie.
- Żebyśmy dalej się przyjaźnili. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ksiądz powiedział mi wtedy w szpitalu to, co mi powiedział, ale to nie ważne. Może zaczniemy wszystko od początku?
- Hah... - unosi kąciki ust. - Jestem Tomás, a ty?
- Julia... na - odpowiadam i oboje się śmiejemy. - Esperanza.
- Miło mi cię poznać.
- Mnie ciebie również - oznajmiam. - Wiesz, że jestem nowicjuszką?
- Naprawdę? Ja jestem księdzem.
- W takim razie miło mi księdza poznać - poprawiam się.
- Możesz mówić mi na 'ty'. Nie jestem aż taki stary.
- Tak, ale zapewne czułabym się dziwnie - rzucam.
Nagle dochodzi do mnie jedna rzecz. Przecież ja mu odpowiedziałam... Odpowiedziałam... Całkiem normalnie... Co znaczy, że...
- Aaa! - krzyczę ze szczęścia. - Słysz ksiądz?! Słyszy? Ja mówię! Wrócił mi głos! - cieszę się.
- No widzisz. Wystarczyło, że zaczerpnęłaś świeżego powietrza.
Tak naprawdę wystarczyło się z nim pogodzić. Właśnie teraz zadałam sobie z tego sprawę. Odkąd byłam mała zawsze, gdy tylko męczyło mnie sumienie traciłam głos i bolała mnie głowa. Dopiero, gdy komuś coś wybaczyłam, albo wyznałam prawdę, wszystko wracało do normy.
- W takim razie chodźmy. Ksiądz porozmawia z jurorami, a ja wytłumaczę się siostrą.
- Jesteś pewna, że dasz radę jeszcze dzisiaj zaśpiewać?
- Jak najbardziej - przytakuję wstając. - Pośpieszmy się, nie chcę, żebyśmy przyszli za późno.
Wchodzimy do budynku. Ja idę za kulisy, aby odnaleźć zakonnice z klasztoru, do którego należę, a Tomás udaje się na widownie, aby podejść do jury. Odnajduję je od razu. Trudno nie usłyszeć Genovevy, która krzyczy praktyczne na cały teatr.- Popsuła nam cały występ, a teraz uciekła! I pewnie nawet się nie przyzna do winy!
- Przyznam się - oznajmiam podchodząc. - Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że trochę narozrabiałam, ale to dlatego, że źle się poczułam. Nie mogłam mówić i stwierdziłam, że lepiej będzie, jeśli po prostu zejdę ze sceny.
- Wiesz co się stało? - odzywa się Nieves. - Carmela przejęła mikrofon. I piała do niego jak kura.
- No nie przesadzajcie, na pewno nie było aż tak okropnie.
- Właśnie, że było. Twój głos jest kilkaset razy lepszy - dodaje Diana. - Po za tym, niektóre siostry się zbuntowały i nie chciały śpiewać. To była jakaś katastrofa!
- Przestańcie - proszę, bo nie chcę, żeby gang Genovevy znienawidził mnie jeszcze bardziej. - Ojciec Tomás powiedział, że spróbuje przekonać jurorów, aby dali nam drugą szansę, więc jeszcze nic straconego. Będę mogła to naprawić.
- A co jeśli znowu uciekniesz ze sceny? Albo nie dadzą nam tej drugiej szansy?
- Wtedy się pomartwimy. Teraz uspokójcie się i poczekajmy na księdza.
- Uspokójcie się, uspokójcie... Łatwo ci mówić. Ciebie tam nie było, nie widziałaś naszej klęski!
- Oj, już starczy, naprawdę...
W tym momencie pojawia się wśród nas Tomás. Zerkam na niego, aby ocenić całą sytuację, ale ponownie nie umiem nic wyczytać z jego wyrazu twarzy.
- I co? Możemy wystąpić jeszcze raz? - pyta Suplicio.
- Tak, tylko jest taki jeden problem...
- Idzie się przyzwyczaić. Wszędzie gdzie jest Esperanza pojawiają się problemy - rzuca Genoveva. - O co chodzi?
- Żeby dostać się do dalszego etapu będziecie musiały uzyskać maksymalną liczbę punktów.
- Co?! - rzucam zdziwiona. - Po dziesiątce od każdego z jurorów?! Co!?
- Tak. Stwierdzili, że dając wam drugą szansę, musicie pokazać, że naprawdę wam się ona należała.
- Dobra, spokojnie. Damy radę. Musimy tylko się postarać.
Wychodzimy na scenę. Zajmujemy swoje miejsca i czekamy aż muzyka zaczyna grać. Śpiewamy. Z każdą chwilą coraz bardziej zbliżamy się do mojej solówki, ale tym razem jestem pewna, że zaśpiewam. Porozmawiałam szczerze z Tomasem i wiem, że nie stracę już głosu. Zaraz wchodzę... trzy... dwa... jeden...
| Se muy bien lo que quiero Y es amor para el mundo Que despierte la esperanza y la fe Lo que mas quiero Amor sincero Lo que mas quiero es amor |
Dobrze wiem, czego chcę I jest to miłość dla całego świata Żeby obudziła się nadzieja i wiara To czego najbardziej chcę To szczera miłość To czego najbardziej chcę to miłość |
Hejka! No i jak sami widzicie, Esperanza i Tomás pogodzili się dość szybko, więc nie trzeba było na to długo czekać ;). Oprócz tego, nowicjuszka wywalczyła przejście do dalszego etapu konkursu, co sprawiło, że wszystkie siostry okropnie się cieszą. Co wydarzy się dalej? Przekonacie się o tym w piątek! :D
Widzimy się niedługo ♥


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz